Nowo przyjęty rabin okazał się nieukiem, toteż kahał chce się go czym rychlej pozbyć. Ale duszpasterz nie przyjmuje do wiadomości ani ustnego, ani pisemnego wymówienia.
– Nie mogę stąd odejść! – oświadcza. – Według Talmudu decydująca jest w każdym wypadku opinia większości. A wszystkie gminy wyznaniowe życzą sobie, żebym tu pozostał…

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Średnia ocena 5,00 na 5

Dziełko Tuwima:

NOC POŚLUBNA

Osoby: Mąż i Żona

(Mąż i Żona. Skromna, ale odświętnie sprzątnięta sypialnia w małym mieszkaniu drobnomieszczańskim. Przez chwilę pusta, potem wchodzi Żona w welonie, białej sukni, za nią zawstydzony Mąż).

ŻONA: I oto nasze gniazdko, drogi Izaaku. Daj Boże, żebyśmy byli w nim szczęśliwi.
MĄŻ: Dlaczego nie? Daj Boże. (siada w kapeluszu przy stole, patrzy nieruchomo w jeden punkt)
ŻONA: Co coś tak jestem smutny, Izaaku?
MĄŻ: Smutny? Nie. Dlaczego smutny? Trochę zmęczony, trochę piłem.
ŻONA: Ale ty nie będziesz pić, prawda, Izaaku? No, obiecaj żonce?
MĄŻ: Mogę nie pić. Dlaczego nie? Proszę cię
usiadaj.
ŻONA: I tak będziemy siedzieć?
MĄŻ: Można siedzieć, można pochodzić. Wszystko jedno.
ŻONA: Oczutki moje. Nosek kochany. Kochasz swoją Dorcię?
MĄŻ: (uśmiecha się zawstydzony) Co za pytanie. Naturalnie. Dlaczego nie?
ŻONA: Wiesz co? Ja tak myślę, że my sobie urządzimy piękne życie. Wiadomo ci wszak, iż na inteligencji mnie nie zbywa, więc ja chciałam i ciebie wciągnąć w wyższe zainteresowania.
MĄŻ: Dlaczego nie? Jak będę miał czas… Jutro nie mogę. Muszę skończyć frak dla Szmulsona… tu z przeciwka, spodnie prasować…
ŻONA: Miły dzieciaku. Lubię cię za tę prostotę… Pocałuj swoją panią. Mocniej. Jeszcze mocniej. I już odchodzisz?
MĄŻ: Ja nie odchodzę. Ja tu mieszkam.
ŻONA: Ale przytul. To przecież nasza noc poślubna. Gody.
MĄŻ : (chce wstać) Sodowa, czy zwyczajna?
ŻONA: Nie. Nie wody. Gody weselne, mówię.
MĄŻ: A u Szpilcwajga to muszę być o ósmej rano mierzyć…
ŻONA: Niedobryś Izaaku. Mógłbyś wszak o tym dziś nie myśleć.
MĄŻ: Dlaczego nie? To o czym ja mam myśleć? Krawiec jestem, to mój fach, a Szpilcwajg klient.
ŻONA: Wiesz, czytałam ongiś pewne dzieło „Miłość w naturze”. Tam właśnie opowiedziano jaka to potęga. Opowiedziano i o zbliżeniu ciał… o misterium powiedziano.
MĄŻ: Czy ja mogę się zbliżyć do misterium? Ja muszę szyć, żeby żyć. To jak twój tatunio ma dać dwa tysiące złotych, to będę mógł kupić parę sztuk towaru i spłacić Cukiersteina dług. Co ja więcej wiem? .
ŻONA: Nie wiesz, co kochać znaczy?
MĄŻ: Dlaczego, nie wiem? Wiem. Ja bardzo lubię kochać.
ŻONA: No to chodź. Chodź. Weź mnie wszak raz w swoje ramiona.
MĄŻ: I to jeszcze tatunio powiedział, że da mieszkanie na Solnej to pracownię można większą zrobić. To wziąłbym dwa czeladniki… dlaczego nie? Zaraz obstalunki więcej, i wszystko.
ŻONA: Przestań, Izaaku. Tutaj mnie kochaj, tutaj w naszym gniazdku. Ty tatuniowi nie wierz. Ty nie znasz tatunia. Żadnego mieszkania na Solnej nie będzie. Chodź, pocałuj mnie w usta, jedyny.
MĄŻ: Nie może być, żeby nie było na Solnej. Tatunio obiecał. A jak ja oddawałem swoją krawiecką pracownię na naszą sypialnię, to ja w kuchni muszę szyć. To ja nie mogę.
ŻONA: Pocałuj wszakże. Ale nie… czekaj Izaaku. Ja muszę ci coś wyznać… Ja jestem zbytnio uczciwa, ażebym nie wyznała tobie… Mężusiu słuchaj…
MĄŻ: Gdzie ja się w kuchni podzieję? Dlaczego? Jak się już zakochałem w panienkę, co ma 41 lat, to dlaczego ja mam w kuchni?
ŻONA: Izaaku, nie rań moje serce z tą chronologią. Ja ci coś chcę wszak oświadczyć – ja byłam niegdyś uwiedzioną… ale to było wbrew, nawet w obie brwi mojej woli… to był brutalny gwałt, Izaaku. Lecz ty mi wybaczysz wszak.
MĄŻ: Dlaczego nie? Wybaczyć mogę, ale to nie jest przyjemne. Dorcia, kto to był?
ŻONA: Nie wiem, .Izaaku. Tatunio go szuka. Trzech już ma. Wybacz.
MĄŻ: Ich to tatunio szuka. A jak mnie miał dać pięćset złotych zaliczki, to mnie oszukał. No, ale przecież te dwa tysiące złotych to da: Obiecał. To kupię parę sztuk towaru i Cukiersteina spłacę…
ŻONA: Nie martw się, nie trap, mój jedyny ty. Zaczniemy nowe piękne życie… Czy lubisz dzieci, Izaaku?
MĄŻ: Dlaczego nie? Bez dzieci smutno. Dzieci się śmieją, to jest wesoło.
ŻONA: Więc posłuchaj żoneczki, kochanie. Dzieci przyjadą. Teraz, kiedy już mamy gniazdko, będziemy z dziećmi razem… Napiszę…
MĄŻ: Które dzieci, Dorciu?
ŻONA: Wybaczyłeś mi już przecież, że nie jestem wszak panienka. Wypij kielich goryczy do dna u cioci są moje dzieci, trzy dziewczynki, Izaaku, i chłopczyk jeden.
MĄŻ: Dlaczego nie? Niech przyjadą. Ale to nie jest dobrze. To jest nawet bardzo niedobrze. Tutaj będą te dzieci? A kto ich da jeść?
ŻONA: Jeżeli na nas dwojga starczy, Izaaku, to i dla sześciorga się znajdzie kąsek…
MĄŻ: Może się znajdzie, może nie. Skąd ja wiem? Ale to bardzo nieprzyjemne, że ja w kuchni, a cztery dzieci przyjdą. Jak ja już się zakochałem w panienkę, co ma 41 lat, to jeszcze na jej cudze dzieci harować? Ale: trudno, Dorcia. Co robić?
ŻONA: A teraz wszystko twoje. Całuj, pieść. Weź mnie, Izaaku.
MĄŻ: Dlaczego nie? Mogę wziąć. Jak tatunio da te dwa tysiące i zapłacę Cukiersteina, i towar kupię, to będzie lżej. Dzieci też coś potrzebują. A kiedy tatunio da, Dorcia?
ŻONA: Nie mów o tym – ja jestem cała twoja ja tak płonę – a ty o jakichś pieniądzach. Ty w ogóle przestań o tym myśleć. Ty nie znasz tatunia. Obiecał, ale nie da. Nie licz na to, Izaaku. Noc jest nasza. Chodź.
MĄŻ: (osłupiały po pauzie) Nie da? Dlaczego nie da? Zakochałem się w panienkę 41 lat… i na Solnej nie będzie mieszkania… i ja muszę w kuchni… i cztery dzieci przyjadą… i jeszcze dwa tysiące tyż nie da? I nie zapłacę Cukiersteina? I towaru nie kupię? To co ja mam robić, Dorcia? (płacze)
ŻONA: Tutaj masz iść, Izaaku… całować… tulić, objąć… zaczniemy nowe, piękne życie… Pójdź.
MĄŻ: (zdejmuje smoking, pólkoszulek, zostaje w kapeluszu, rozbiera się w dalszym ciągu i mówi przez łzy) Dlaczego nie? Już idę. Tylko pamiętaj obudź mnie przed siódmą… muszę spodnie z przeciwka wyprasować i o ósmej być u Szpilcwajga.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Średnia ocena 4,33 na 5

Pewien żyd przeczytał, że mężczyźni, którzy mają bardzo gęste brody są bardzo głupi. No a on miał właśnie taką gęstą, więc żeby nikt sobie o nim nie pomyślał, jaki to on jest głupi, postanowił sobie swoją wypalić (wiadomo, ortodoksom nie wolno ani ścinać, ani golić się). Oczywiście strasznie się przy tym poparzył, więc na marginesie książki dopisał: „sprawdzone i udowodnione”.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Średnia ocena 5,00 na 5

– Tatusiu, dlaczego to co jemy nazywa się maca? – pyta mały Mosiek ojca.
Ojciec się złości:
– Głupie pytanie. Jeśli coś wygląda na macę, smakuje jak maca, to czemu do licha nie miałoby się nazywać maca!

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Średnia ocena 2,33 na 5

W jednym przedziale na sleeping`u nocują Żyd i goj. Jest już grubo po jedenastej wieczór, strudzony podróżą goj w końcu usnął, a tu nagle wybudzają go z letargu słowa Żyda:
– ojojoj, jakie to ja mam pragnienie, ojojoj jakie to ja mam pragnienie.
Wkurzony facet po wysłuchiwaniu przez kilka minut tego lamentu wychodzi do przedziału ze sklepikiem, kupuje dwie flaszki oranżady, daje je Żydowi z tymi słowy:
– Masz tu, pij i daj spać!
Żyd w kilka sekund uporał się z obiema flaszkami. Kiedy dobroczyńca w końcu usnął, znowu obudził go głos sąsiada, tym razem słowami:
– ojojoj, jakie to ja miałem pragnienie, ojojoj jakie to ja miałem pragnienie!

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Średnia ocena 3,00 na 5

Rzecz dzieje się w Ameryce.
W przedziale kolejowym siedzi Żyd, a naprzeciwko niego młody Jankes. Młodzieniec zaczyna popisywać się oryginalną sztuką: opluwa dokładnie ścianę wokół głowy Żyda, po czym wstaje i przedstawia się:
– John Clark, mistrz świata w pluciu.
Żyd, nie namyślając się długo, pluje Jankesowi w twarz, po czym również wstaje i przedstawia się:
– Szloma Jekeles, amator.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Średnia ocena 5,00 na 5

Kupiec Mojżesz Rosenfeld wyjechał za interesami. Sprawy przeciągnęły się tak długo, że nie zdążył wrócić na sobotę do domu. Postanowił więc powiadomić żonę, wysyłając jej telegram. Poszedł na pocztę i napisał „Moja kochana żona Sura interesy załatwiłem bardzo dobrze. Niestety nie mogłem zdążyć przyjechać na sobotę. Przyjadę w niedzielę. Twój kochający cię mąż Moniek”.
Kiedy wręczał ten telegram urzędniczce, ta zwróciła mu uwagę:
– Proszę pana to przecież jest cała epistoła. Będzie to pana drogo kosztować niech pan lepiej cos wykreśli.
– Skreślić – powiedział kupiec – dobrze mogę skreślić… zaczął się zastanawiać:
„Moja” – no dobrze. Czyja ona jest? Przecież ona jest moja, co ona nie wie? Ona to wie doskonale. Skreślam. „Kochana”- jak ona jest moja, to jaka ona ma być? Czy ja jej nie dałem tysiąc razy dowodów, że ona jest kochana? Co ona o tym nie wie? Skreślamy. „Żona”- a co ona jest? Nieznajoma? Przyjaciółka? Przecież ona dobrze wie, że żona. skreślamy. „Sura”- co ona nie wie jak się nazywa? Skreślamy. „Interesy załatwiłem dobrze” – Przepraszam, a jak ja miałem załatwić interesy? Ja kupiec od 40 lat. Czy ja już kiedyś źle załatwiłem interesy? Skreślamy. „Niestety nie mogłem przyjechać na sobotę” – Przepraszam, jak ja bym mógł, to ja bym nie pojechał na sobotę do domu? Czy ona nie wie, że wolałbym siedzieć przy sobotnim stole z całą rodziną i jeść dobrą kolację? Ona to dobrze wie. Skreślamy. „Przyjadę w niedzielę”- jak nie przyjechałem w sobotę to kiedy mam przyjechać? To przecież jasne że przyjadę w niedzielę. Skreślamy. „Twój” – Ta, niech ja spróbuję być czyjś inny, ładnie by mnie ona urządziła – skreślamy. „Mąż” – a kto ja jestem? Przyjaciel, kochanek? Czy ona nie wie, kto z nią brał ślub pod baldachimem 25 lat temu? Przecież nie Hugo Kołłątaj, tylko ja. skreślamy. „Moniek” – co ona nie wie jak jej własny mąż ma na imię? Skreślamy. Kupiec podszedł do okienka i zdecydowanym głosem powiedział do urzędniczki:
– Dziękuję pani bardzo, już nie trzeba telegramu.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Średnia ocena 5,00 na 5

Firma konstruująca samoloty pracowała nad nowym projektem. Projektem samolotu. Samolot miał być najszybszy na świecie, z największym zasięgiem i w dodatku niewykrywalny przez radary. I był – tak na projekty wpływają rządowe dotacje. Miał jedną wadę – na wysokości 8 tysięcy metrów odpadały mu skrzydła. Nieważne, jak by nie zostały wzmocnione – samolot osiągał 8 tysięcy metrów i najpierw na ziemi lądowały skrzydła a potem kadłubek. Rząd sygnalizował, że czas na projekt się kończy, więc pracownicy wymyślali coraz to nowe rozwiązania, ale nic nie pomagało. Rząd denerwował się coraz bardziej, kolejne egzemplarze spadały na ziemię a w firmie trwała panika.
W końcu – w akcie desperacji – jeden z konstruktorów powiedział, że w pobliżu jest gmina żydowska, w której mieszka rabin słynny z mądrości. Konstruktor został jednak zakrzyczany, że rabin tak ma się do samolotów, jak …. (tu wstaw ulubioną analogię) …. Więc dalej – wzmacnianie, zmiana materiałów itd. Więc dalej – rząd grozi, że cofnie dotację. W końcu załamanie – i wycieczka do rabina.
Rabin pogładził pejsy, wysłuchał problemu i powiedział:
– Wy wiecie co? Wy do mnie przyjdźcie w następna środa.
Przyszli. Mieszane uczucia, bo faktycznie – co rabin może wiedzieć o samolotach. Rebe pogładził tym razem brodę i powiedział.
– Wy wiecie co? W tym miejscu, gdzie te skrzydła się urywają, wy nawierćcie dziurki!
Wrócili do biura zawiedzeni, że rabina fantazja poniosła, i zamiast wzmocnić, to chce osłabić konstrukcję. Więc dalej – zmiany konstrukcyjne, usztywnienia itd. I ciągle ten sam kłopot – magiczna granica 8 tysięcy metrów. I ultimatum rządu – w ciągu 2 miesięcy należy zakończyć projekt, albo zwrócić dotacje. Więc desperacka decyzja – wiercimy. Znalazł się oblatywacz – desperat, więc startują testy. 1000 metrów – leci. 2 tysiące – też. Na 5 – leci jak ta lala. Na 8 – leci, na 9 i 10 – też. Ekipa pospiesznie robi wszelkie pomiary i testy, kończy projekt, a tymczasem konstruktorzy wraz z zarządem firmy wybrali się do rabina z podziękowaniem za poradę. Po tym, jak wszyscy ważni panowie powiedzieli już, co mieli powiedzieć a uśmiech prezesa odciśnięty w marmurze został wręczony, jeden z konstruktorów zadał pytanie.
– A jak rebe na to wpadł?
Rebe uśmiechnął się, pogładził rondo kapelusza i powiedział.
– Wy wiecie co? Ja sobie poszedłem w takie miejsce, gdzie nawet król chodzi piechotą. Siedzę ja tam sobie i siedzę i patrzę i ja zobaczył papier toaletowy. I wy wiecie co? Ten papier, to on się nigdy nie urwie tam gdzie dziurki…

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Średnia ocena 5,00 na 5

Kramarz Jechiel leży w agonii i pyta ledwo słyszalnym głosem:
– Małko, moja żono, jesteś przy mnie?
– Jestem, mężu.
– Dwojro, moja córko, jesteś przy mnie?
– Jestem ojcze.
– Jojlik, mój synu, jesteś przy mnie?
– Jestem, ojcze.
– Binem, mój synu, jesteś przy mnie?
– Jestem, ojcze.
– Chajka, moja córko, jesteś przy mnie?
– Jestem, ojcze.
Konający zrywa się i wykrzykuje ostatkiem sił:
– A kto siedzi w sklepie?!!!

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Średnia ocena 5,00 na 5

Do żydowskiego milionera Rotschilda podchodzi lokaj i mówi, że za drzwiami czeka jakiś obdarty Żyd, który ma do pana barona interes. Obdartus obdartusem ale Rotschild nie byłby milionerem gdyby nie reagował na słowo „interes”. Kazał wpuścić petenta. Obdartus wchodzi i nadaje: – Panie Rotschild, ja mam taki interes co my oba zarobimy po pół miliona w jeden dzień…
– Pół miliona, ładny grosz… a co za interes?
– Panie Rotschild ja słyszałem, że pan wydajesz córkę za mąż i dajesz pan zięciowi milion w posagu.
– To prawda.
– Panie Rotschild…ja ją wezmę za pół.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Średnia ocena 5,00 na 5

W pociągu jadą obok siebie rabin i ksiądz. Mijają minuty, gdy rabin pyta z zaciekawieniem:
– Pan może jest księdzem?
– Tak, jestem proboszczem – odpowiada ksiądz.
– To u was są jakieś stopnie?
– Tak – wyjaśnia katolicki duchowny. – Gdybym był bardzo pobożny, mógłbym zostać prałatem.
– A jest coś wyżej?
– Gdybym był bardziej pobożny, mógłbym zostać biskupem.
– Aha, a jest coś wyżej?
– Gdybym był jeszcze bardziej pobożny, mógłbym zostać arcybiskupem.
– Aha, a jest coś wyżej? – dopytuje Żyd.
Ksiądz przewraca oczyma:
– Gdybym był bardzo, bardzo pobożny, mógłbym zostać papieżem.
– Nu, dobrze, a jest coś wyżej?
– Przecież Bogiem nie zostanę – odpowiada ksiądz.
– Patrz pan, a jednemu z naszych się udało.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Średnia ocena 5,00 na 5

Icek ożenił się z Sarą i trzy miesiące po ślubie urodziła mu syna. Icek liczy, liczy…i w końcu idzie do rabina.
– Rebe! Ty mnie wytłumacz: moja Sara trzy miesiące po ślubie urodziła mi syna! Jak to możliwe?
– Widzisz, mój synu! Byłej kiedyś u stóp góry Synaj. Idę pod parasolem, bo słońce mocno grzało i nagle zza skał wypadł na mnie lew!
– Oj! Rebe! I co? I co?
– Tak złożyłem parasol, wycelowałem, pif! paf! I lew padł martwy!
– Oj! Rebe! Co mi rebe bajki opowiada – toż z boku ktoś strzelił!
– No właśnie…

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Średnia ocena 5,00 na 5

Mosze otworzył sklep na Nalewkach – Trąbki, saksofony, bębny, trumny,
noże i pistolety.
– Jak idzie geszeft, Mosze? – pyta Srul. Taki nietypowy towar…
– Bardzo idzie! Bardzo! Przedwczoraj sprzedałem trąbę, wczoraj pistolet, dzisiaj trumnę.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Średnia ocena 4,83 na 5
Page 2 of 27